Natalia pokazuje mi obrazki na naklejkach.
- Mamo. Powiedz mi, jak to się nazywa.
Ja, lekko zdziwiona, bo przecież Nati doskonale wie:
- No... Duch. A to uśmiech. A to książka.
- Nienie. Powiedz mi, jak to się nazywa [dramatycznym szeptem]... po ANGIELSKU.
(Odkąd pamiętam, słuchamy i oglądamy różne rzeczy po angielsku, tzn. ja w wolnej chwili słucham i oglądam, a Nati gdzieś się kręci obok i czasem pyta, czy to w innym języku; ostatnio jednak wykazuje czynne zainteresowanie---może w przedszkolu spodobała jej się nauka języka? Sama nie wiem, w każdym razie- podoba mi się to!).
(Nati naprawdę mówi "nienie". W odróżnieniu od "nie, nie". Mówi też "taktak", jak kiedyś pingwiny w reklamie jednej z sieci komórkowych).
EDIT:
- Dziecko, masz tyle siniaków, że możesz zacząć je kolekcjonować.
- Nie mogę zbierać siniaków. Przecież one, one... Zbierają się same!